POMYSŁ NA MAJÓWKĘ – KRETA

Grecja zachwyciła mnie od pierwszego wejrzenia. Choć moją prawdziwą miłością są Włochy muszę przyznać, że tak bajkowych plaż jak w Grecji nie ma nigdzie w Europie. Dziś proponuję odwiedzić Kretę, mój faworyt na udany, krótki wypoczynek. Jest tam blisko, słonecznie, smacznie i pięknie. Idealne miejsce na weekend we dwoje, wakacje z dziećmi lub zbliżającą się majówkę.

Choć na Krecie spędziłam zaledwie 4 dni, były to fantastyczne wakacje, o których będę jeszcze długo pamiętać w mroźne, zimowe wieczory. Zabujałam się w tej wyspie na całego. Wylądowaliśmy w Chani (podróż liniami Ryanair), malowniczym miasteczku położonym nad morzem i to właśnie tutaj urządziliśmy bazę wypadową, wynajęliśmy samochód i codziennie wyruszaliśmy w inne miejsce.

Czytaj dalej

REGENTA, ELEGANCJA PO HINDUSKU

Przed wyjazdem z Bharuch wybraliśmy się do punktu celnego, w którym można kupić wina. Indyjskie wina to w Polsce rzadkość więc tym razem zamiast szali i herbaty postanowiłam przywieźć znajomym butelkę dobrego indyjskiego Shiraza i Caberneta. Wbrew pozorom sprawa nie jest wcale taka prosta, aby kupić wino trzeba mieć specjalne zezwolenie, paszport i na miejscu zrobić odcisk palca, aby potwierdzić tożsamość. Nie ma żartów.

Czterogwiazdkowy hotel,  w którym mieści się punkt celny to najlepszy hotel w Bharuch, nadarzyła się więc idealna okazja, by dalej eksplorować tradycyjną kuchnię Indii. Nie byliśmy bardzo głodni, więc zdecydowaliśmy się jedynie na małe co nieco. Ja zamówiłem sałatkę Raita  z wybranymi warzywami, których nie można było wybrać, oraz Dahi Ke Kebab, rzadki mongolski kebab na bazie twarogu z zsiadłego mleka z dodatkiem gałki muszkatołowej. Czytaj dalej

DELHI I AGRA z dzieckiem, CO WARTO ZWIEDZIĆ

W Delhi spędziliśmy 4 dni i chyba właściwie tyle wystarczy żeby pokochać lub znienawidzić miasto które doskonale odzwierciedla klimat całych Indii. Ogromna bieda i ostentacyjne bogactwo, bajecznie drogie hotele i setki ludzi śpiących na ulicach. W Dehli spędziliśmy Sylwestra i choć gdy wybiła 24.00 siedzieliśmy w taksówce, bo restaurację w której świętowaliśmy zamknięto 20 minut wcześniej, było to niesamowite przeżycie.

Do Delhi dolecieliśmy późnym wieczorem. Mieliśmy małe zamieszanie z wózkiem, przy wyjściu z samolotu poinformowano nas, że znajdziemy go na taśmie lecz po długim oczekiwaniu oraz litanii gróźb i próśb wymamrotanych pod nosem okazało się, że nie ma po nim śladu. Dopiero po interwencji pracowników lotniska zguba się odnalazła. Podróżując z niemowlakiem najlepiej uprzedzić fakty i zawsze zabierać nosidło, które niewiele waży, a w wielu sytuacjach może okazać się bezcenne.

Czytaj dalej

PODRÓŻ DO INDII ( z dzieckiem lub bez)

Marzysz o podróży do Indii? Zastanawiasz się jak zdobyć wizę, na co zaszczepić siebie i dziecko, co spakować? Chciałabyś się dowiedzieć jak wygląda lot samolotem z niemowlakiem? Świetnie trafiłeś. Opowiem Ci krok po kroku jak najlepiej przygotować się do tej fantastycznej przygody. Niezależnie od tego czy jedziesz sam, z dziećmi, czy z dziewczyną to będzie WIELKA PRZYGODA. Taka na całe życie.

WIZA

Zanim zabierzesz się za wypełnianie wniosku wiedz, że musisz być w posiadaniu ważnego paszportu (czyli takiego, którym możesz legitymować się przez kolejne 6 miesięcy), zdjęć legitymacyjnych (w formie elektronicznej oraz wydrukowanych) oraz biletu lotniczego lub rezerwacji lotu. Większość linii lotniczych umożliwia zrobienie tymczasowej rezerwacji, która wygasa po 72 h. Czasami za rezerwację pobierana jest kaucja, zwracana jeśli ostatecznie nie zdecydujemy się na lot w wybranym terminie. Podczas wypełniania wniosku zostaniesz poproszony o wskazanie miejsca, w którym będziesz przebywać w Indiach. Jeśli nie masz jeszcze rezerwacji w hotelu, wskaż ten, w którym prawdopodobnie planujesz się zatrzymać. Po przylocie zawsze można uaktualnić te informacje wysyłając maila.

Czytaj dalej

BIEDA JEST W NAS

Indie kojarzą się z egzotyką, z bollywoodem, z małpkami, słoniami , mężczyznami w turbanach i kobietami zawiniętymi w kolorowe tuniki. Że jest tam bieda też wiadomo, przecież to trzeci świat. Obraz ten weryfikuje i drastycznie modyfikuje brudna, cuchnąca rzeczywistość, w której tapla się kolorowa egzotyka. Czar pryska jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki, która bez znieczulenia wbija się w serce. Od momentu kiedy po raz pierwszy przyjechałam do Indii chciałam o tym napisać.

Ten post nie będzie pasował do bloga, który ma być zbiorem wibrującej, pozytywnej energii, ale od dawna czułam, że muszę to z siebie wyrzucić. Każdemu kto był w Indiach na pewno pozostał w pamięci obraz bezkresnej biedy. Nędzarzy, którzy wzbudzają gamę złych emocji, strach, rozpacz, żal,  wyrzuty sumienia i odrazę. Na początku jest to obezwładniająca niemoc i bezradność w obliczu ubóstwa i warunków w jakich żyją miliony ludzi. Zaraz po niej paradoksalnie  pojawia się zobojętnienie na widok głodujących niemowląt, ludzi załatwiających swoje potrzeby na ulicach, dzieci bawiących się na wysypiskach śmieci. Liczbę bezdomnych szacuje się na około 80 milionów, czyli dwa razy więcej ludzi niż liczy nasz kraj. Większość z nich to analfabeci, nie posiadają dokumentów, nie chodzą do szkół, nie mają dostępu do przestrzeni publicznej ani do służby zdrowia. Nie istnieją. Rodzą się na ulicy, tam żyją i tam umierają. Jakże inny jest ten świat od naszego plastikowego, wylajkowanego splendoru.

Czytaj dalej

INDYJSKA KUCHNIA W INDIACH/ BHARUCH

Choć osobiście nie szaleję za pikantnymi, mocno przyprawionymi potrawami i gdy mam do wyboru indyjskie zawsze wybieram włoskie, to jednak będąc w Indiach chciałam koniecznie spróbować wszystkich mniej lub bardziej tradycyjnych dań. Na kolację wybraliśmy się do restauracji Khodiyar Kathyawadi Dhaaba, uchodzącej za najlepszą w Bharuch i polecaną przez znajomych Hindusów.

Zaciekawiła mnie również historia tego miejsca. Właściciel jeszcze trzy lata temu gotował i sprzedawał jedzenie na ulicy, a gdy tłumy smakoszów zaczęły blokować  drogę w porze lunchu, postanowił w tym samym miejscu wynająć lokal i urządzić najlepszą restaurację w mieście, z tanią, smaczną kuchnią. Kolejny przykład na to, ze jeśli naprawdę coś kochamy to wszystko jest możliwe, a ciężka praca i pasja równa się sukces.

Czytaj dalej

INDIE -TYLKO DLA CIERPLIWYCH

Każdej kobiecie wolno czasami ponarzekać zwłaszcza, jeśli ma ku temu dobry powód. Mimo, iż jestem z natury pozytywnie nastawiona do wszelkich przeciwności losu, Indie codziennie wystawiają moją cierpliwość na próbę. Już po paru tygodniach całkowicie pogodziłam się z tym, że lwia część mieszkańców Bharuch wydaje się permanentnie lekko zaspana, a załatwienie czegokolwiek trwa trzy razy dłużej niż mogłoby trwać w rzeczywistości, nadal męczy mnie jednak parę kwestii z którymi moja europejska mentalność pogodzić się nie chce.

Jestem w stanie zaakceptować włoskie „domani” (mam tutaj na mysli wyrażenie oznaczajace nie mniej nie więcej jak „zrobi się jutro”), ale tutaj w Indiach o domani można tylko pomarzyć. Jak zrobimy to będzie, ale na pewno nie domani. Domani odpoczywam, świętuję, idę na wesele i mam pół rodziny w szpitalu. Na pewno nie domani, ani  nawet pojutrze. Może w przyszłym tygodniu, a może za dwa. Wbrew pozorom człowiekowi wcale nie jest do śmiechu, a w efekcie takich poczynań łatwo wpaść w furię.

Czytaj dalej

INDIAN STYLE, czyli herbatka z mlekiem

 Ambitne plany napisania szczegółowej relacji z rajdu po hinduskich restauracjach spaliły na panewce. Po wielu próbach i podejściach zakończonych serią porażek i decyzją o nierozstawaniu się nigdy więcej z butelką wody i z węglem, nadszedł czas na poszukiwania gastronomicznych oznak i fundamentów globalizacji, których istota krystalizuje się w postaci (wielokrotnie oczernianych przez nas ) McDonalda, Pizzy Hut i Starbucksa.

Życie zabrało mnie na długą wycieczkę do Indii, w odległy i bardzo mało znany region Gujarat znajdujący się na północy kraju. Spędzam tutaj już czwarty miesiąc i choć nie jest to mój pierwszy raz (a może właśnie dlatego) wyję z tęsknoty za wszystkim co cywilizowane, europejskie i jadalne. Zanim przyjechałam do Bharuch, malutkiej jak na tutejsze realia mieściny, liczącej niespełna 200 tysięcy mieszkańców, byłam przekonana, że lubię kuchnię indyjską. Pikantne? Ależ oczywiście! Zawsze i wszędzie, tylko nie  w Indiach.

Czytaj dalej

RECENZJA HOTELU THE METROPOLITAN HOTEL&SPA

W związku z krótkim  sylwestrowym wypadem do Delhi z mężem i 6 miesięcznym synkiem zatrzymaliśmy się w  The Metropolitan Hotel&Spa. Hotel znajduje się około 15 minut piechotą od nowego centrum miasta i słynnego placu Connaught Place. Z lotniska jechaliśmy tam około pół godziny. Mieści się przy ruchliwej ulicy, w pobliżu są sklepy, bank i przystanek metra.

Obsługa od początku była dla nas szalenie miła, ku naszej uciesze wszyscy oszaleli na punkcie białego bobasa. Zdjęciom, selfie i noszeniu go na rękach nie było końca. Choć w opisie hotelu na portalu booking.com znaleźliśmy informację, że łóżeczko dziecięce będzie dodatkowo płatne i planowaliśmy spać z Andreasem w jednym łóżku, zaproponowano nam kołyskę za darmo.

Czytaj dalej

APULIA PEŁNĄ GĘBĄ

Szukając nietypowych jak i inspirujących kierunków do enogastronomicznych wojaży  mój wybór padł na Apulię, mało popularny w Polsce, lecz uwielbiany przez rodaków region położony w południowych Włoszech. Podróż po obcasie Półwyspu Apenińskiego odbyłam jakiś czas temu, z moją serdeczną przyjaciółką. Samolotem z Wrocławia udałyśmy się do Rzymu, tam wypożyczyłyśmy samochód i ruszyłyśmy w drogę do Apulii, krainy drzew oliwnych, wina Primitivo di Manduria oraz kruchych ciasteczek taralli.

Po paru godzinach jazdy zatrzymałyśmy się, aby odetchnąć. Choć nawet Włosi nie za dobrze wiedzą gdzie dokładnie znajduje się GIOVINAZZO, to zdecydowanie polecam tę miejscowość wszystkim, którzy przemierzają świat w poszukiwaniu autentyczności i naturalnego piękna, które nie doświadczyło jeszcze turystycznych tortur i kiczowatych straganów z pamiątkami. W tej malutkiej portowej mieścinie zatrzymujemy się tylko na chwilę, na kieliszek beczkowanej grappy i małe co nieco, nie sposób jednak o niej zapomnieć. Centrum to czarodziejski maleńki labirynt uliczek z błyszczącego  w słońcu białego kamienia, pomiędzy którymi co chwilę ukazuje się widok na otwarte  morze. To idealne miejsce, żeby zjeść świeżą rybę, prosto od miejscowego rybaka i tak jak miejscowi skosztować do niej czerwonego Rosso del Salento, o dziwo harmonijnie komponującego się z tym przepysznym daniem.

Czytaj dalej