POMYSŁ NA MAJÓWKĘ – KRETA

Grecja zachwyciła mnie od pierwszego wejrzenia. Choć moją prawdziwą miłością są Włochy muszę przyznać, że tak bajkowych plaż jak w Grecji nie ma nigdzie w Europie. Dziś proponuję odwiedzić Kretę, mój faworyt na udany, krótki wypoczynek. Jest tam blisko, słonecznie, smacznie i pięknie. Idealne miejsce na weekend we dwoje, wakacje z dziećmi lub zbliżającą się majówkę.

Choć na Krecie spędziłam zaledwie 4 dni, były to fantastyczne wakacje, o których będę jeszcze długo pamiętać w mroźne, zimowe wieczory. Zabujałam się w tej wyspie na całego. Wylądowaliśmy w Chani (podróż liniami Ryanair), malowniczym miasteczku położonym nad morzem i to właśnie tutaj urządziliśmy bazę wypadową, wynajęliśmy samochód i codziennie wyruszaliśmy w inne miejsce.

Czytaj dalej

MENU NIE TYLKO DLA TURYSTY. TETA DE GIULIETTA/WERONA

Szkoda, że Romeo i Julia nie mogą spróbować tych wszystkich pyszności, które można dziś zamówić w werońskich restauracjach. Zapewne nie wstawaliby od stołu i chodzili pijani od samego rana bo Wenecja Euganejska słynie z bardzo dobrych win, to przecież właśnie tam produkuje się Amarone i Prosecco. Werona to magiczne miejsce, a ducha bohaterów szekspirowskiej powieści czuć tutaj na każdym kroku, co umacnia wiarę w miłość, która może trwać wiecznie, a na pewno tak długo jak będziemy o niej pamiętać.

Nie byłam zbyt przekonana co do restauracji La Teta de Giulietta, głównie z powodu położenia lokalu w samym sercu miasta. W przeciwieństwie do polskich czy niemieckich zwyczajów w dużych miastach Włoch czy Hiszpanii w centrach gastronomia stawia na ilość nie na jakość, ceny są bardzo zawyżone, a jedzenie więcej niż kiepskie. Dobre lokale można znaleźć zazwyczaj zagłębiając się w uliczki miasta, nie krzyczą szyldami i menu podstawianym turystom pod nogi, lecz z godnością i skromności czekają na swoich gości. Czytaj dalej

PIZZA JAK W NEAPOLU w RISTORANTE PIZZERIA 19 AL PARADISO/MIRANO

Makarony i pizze jadłabym najchętniej od rana do nocy i tylko trwoga o figurę wzbrania mnie przed tym. Nie wiem i nie chcę nawet myśleć o tym co bym zrobiła gdyby się okazało, że nie toleruję glutenu. Na pewno musiałabym zrezygnować z wyjazdów do Włoch, bo tam pokusa czai się na każdym kroku.

Niedawno spotkaliśmy się z przyjaciółmi i ich dwójką dzieci, aby wspólnie zjeść coś miłego i celebrować przy stole naszą przyjaźń  po paru miesiącach rozłąki. Tak jest, we Włoszech każda okazja jest dobra do świętowania przy kolacji lub obiedzie, a w weekendy osterie, trattorie i restauracje pękają w szwach. Tak było w czasach ogromnego kryzysu, który nie oszczędził Italii, tak jest i teraz. Włoch odmówi sobie kupna nowych butów, ale nigdy wyjścia do restauracji. Czytaj dalej

DO TAŃCA i DO KOLACJI. BARACCA/TREBASELEGHE

 

 

Podczas moich podróży kulinarnych zdarzają się miejsca, w które trafiam całkiem przypadkiem, z nagłym atakiem wilkożerczego głodu lub z ciekawości, bo zachęciła nazwa, lub wystrój zewnątrz. Tym razem, podczas pobytu we Włoszech to właśnie głód pokierował mnie prosto w objęcia fantastycznej kuchni, którą serwują w baraku, bo tak dosłownie brzmi nazwa restauracji.

Baracca Storica znajduje się w maleńkiej miejscowości Trebaseleghe, w regionie Wenecja Euganejska i nie łatwo dotrzeć do niej turystom, ale jeśli tylko będziecie mieli okazję nie zastanawiajcie się ani chwili i koniecznie odwiedźcie ten przybytek uciech kulinarnych. Jest to pierwsze miejsce, które odwiedziła we Włoszech tak subtelnie łączące elegancję z ciepłą, rodzinną atmosferą, w której odnajdą się zakochane gołąbki szczebiocące przy kolacji jak i rodzinki z niemowlakami. Ja też do tej pory myślałam, że jest to niemożliwe, a jednak i chwała im za to. Czytaj dalej

RYBNE SZALEŃSTWO, czyli TRATTORIA DALLA CLARA/SAMBRUSON

Choć uwielbiam gołąbki, pierogi i pomidorową, włoską kuchnią będę zachwycać się bez końca. Prawdą jest, że nasi polscy kucharze doszli do perfekcji we włoskiej sztuce kulinarnej, a ròwnież rodzimych Włochòw nie brakuje w restauracjach w naszym kraju, więc aby zjeść pizzę lub makaron z prawdziwego italijskiego zdarzenia nie trzeba wcale jechać do Włoch.

Nie wszystkie produkty są jednak w stanie przetrwać w naturalnym stanie i nietknięte chemią dotrzeć do naszych granic, więc niektòrych rarytasòw lepiej zasmakować chociażby raz w roku podczas urlopu na Sycylii lub w Bolonii, niż wydawać mnòstwo pieniędzy na wyroby włoskopodobne lub te niepierwszej świeżości. Jakość od zawsze bije na głowę ilość. Tak będzie w przypadku burraty, ricotty, mozzarelli di buffola oraz owocòw morza dla ktòrych czas jest bezwzględnie okrutny, z każdą godziną tracą swoje wartości smakowe i odżywcze.

Czytaj dalej

INDYJSKIE WINA I MAŁY SUPRISE

Wyjeżdżając pierwszy raz do Indii w 2014 roku nie omieszkałam zrobić dokładnego wywiadu w sprawie jakości i dostępności tamtejszych win. Nasłuchałam się z każdej strony jak ohydne jedzenie przyjdzie mi spożywać oraz jak mało doświadczenia mają Hindusi w produkcji wina i uprawie winorośli. Zamiast ubrań zapakowałam więc makarony, tuńczyki, łososie, sery i oczywiście ulubione butelki, których nie miałam serca zostawić w domu.

Na miejscu okazało się, że w regionie, w którym przyszło nam mieszkać panuje ścisły zakaz sprzedaży alkoholu, a zagraniczni goście muszą wykupić specjalną przepustkę, która upoważnia do zakupu sześciu jednostek wina miesięcznie. Alkohol można było wykupić w wyznaczonych punktach celnych, a wybór ograniczał się do trzech rodzajów win australijskich oraz oferty dwóch indyjskich producentów. Czytaj dalej

CAFFE CAVOUR, PADWA

Uwielbiam Włochy. Pierwszy raz wyjechałam za granicę do słonecznej Italii na wakacje ponad dziesięć lat temu i natychmiast zakochałam się we wszystkim co włoskie. W krajobrazach, winach, butach, jedzeniu, języku i w ludziach. Przez wszystkie te lata konsekwentnie pielęgnowałam miłość do przesympatycznych makaroniarzy i ich kraju; na drugi kierunek studiów wybrałam filologię włoską, znalazłam pracę we włoskiej firmie, zwiedziłam każdy najmniejszy region Italii, by w końcu poślubić Włocha i zamieszkać pod Wenecją.

Podczas podróży po świecie zawsze tęsknię za włoskimi rogalikami, owocami morza i serami, bo muszę się przyznać, że jestem ich ogromną fanką i mogłabym je jeść od rana do nocy. Podobnie zresztą jak makarony i risotta, którymi nigdy nie wybrzydzam. Dlatego powrót z Indii rozpoczęliśmy od wizyty w Padwie, pięknym, niewielkim mieście położonym w północno-wschodnich Włoszech w regionie Wenecja Euganejska (Veneto). Czytaj dalej

REGENTA, ELEGANCJA PO HINDUSKU

Przed wyjazdem z Bharuch wybraliśmy się do punktu celnego, w którym można kupić wina. Indyjskie wina to w Polsce rzadkość więc tym razem zamiast szali i herbaty postanowiłam przywieźć znajomym butelkę dobrego indyjskiego Shiraza i Caberneta. Wbrew pozorom sprawa nie jest wcale taka prosta, aby kupić wino trzeba mieć specjalne zezwolenie, paszport i na miejscu zrobić odcisk palca, aby potwierdzić tożsamość. Nie ma żartów.

Czterogwiazdkowy hotel,  w którym mieści się punkt celny to najlepszy hotel w Bharuch, nadarzyła się więc idealna okazja, by dalej eksplorować tradycyjną kuchnię Indii. Nie byliśmy bardzo głodni, więc zdecydowaliśmy się jedynie na małe co nieco. Ja zamówiłem sałatkę Raita  z wybranymi warzywami, których nie można było wybrać, oraz Dahi Ke Kebab, rzadki mongolski kebab na bazie twarogu z zsiadłego mleka z dodatkiem gałki muszkatołowej. Czytaj dalej

KOCHAM CIĘ BOBASKU, ALE PROSZĘ DAJ MI ŻYĆ

Termin, szpital, poród. Chwilę później jestem już po drugiej stronie, w innym wymiarze czasu. Wiedziałam, że moje życie się zmieni, ale hello tego co się ze mną dzieje już nawet nie można nazwać życiem. Nagle staję się podwładną i służącą bobasa oraz Matką Teresą w jednym pakiecie. Na domiar złego dowiaduję się, że powinnam się tym cieszyć, bo wszystkim innym mamom ta zabawa w zamień się w straszydło bardzo się podoba.

Na początku zaznaczę, że kocham swoje dziecko, jestem bardzo szczęśliwa, że pojawiło się na tym świecie i nie umiem już wyobrazić sobie życia bez niego, a tekst przedstawia moją osobistą historię, reakcję na nagłe zmiany, które pojawiły się po porodzie. Twoja nie musiała być taka sama, więc zanim napiszesz pod spodem, że mogłam się zabezpieczyć, że jestem okrutna i że żal Ci mojego bobasa zastanów się dwa razy czy taki komentarz ma sens.

Kwestia ta nurtuje mnie już od dawna, dlatego w końcu zdecydowałam się na napisanie tego tekstu. Codziennie spotykam kobiety, które po porodzie doznały olśnienia i odnalazły sens swojego życia w zmienianiu pieluszek i wysłuchiwaniu krzyków nienażartych bobasów. Nie można z nimi porozmawiać na żaden inny temat niż dziecko, a każdy element ich życia podporządkowany jest widzimisię bobasa, a nie jak rozsądek podpowiada odwrotnie. I codziennie nie mogę się nadziwić jak to możliwe, że rezygnują z tego kim były, co robiły, a poród nazywają najwspanialszym momentem w swoim życiu. Cóż, ja też jestem matką, ale postanowiłam, że będę walczyć o siebie i nie pozwolę, aby te małe czekoladowe stópki zdeptały cały mój cały świat.

Czytaj dalej

DELHI I AGRA z dzieckiem, CO WARTO ZWIEDZIĆ

W Delhi spędziliśmy 4 dni i chyba właściwie tyle wystarczy żeby pokochać lub znienawidzić miasto które doskonale odzwierciedla klimat całych Indii. Ogromna bieda i ostentacyjne bogactwo, bajecznie drogie hotele i setki ludzi śpiących na ulicach. W Dehli spędziliśmy Sylwestra i choć gdy wybiła 24.00 siedzieliśmy w taksówce, bo restaurację w której świętowaliśmy zamknięto 20 minut wcześniej, było to niesamowite przeżycie.

Do Delhi dolecieliśmy późnym wieczorem. Mieliśmy małe zamieszanie z wózkiem, przy wyjściu z samolotu poinformowano nas, że znajdziemy go na taśmie lecz po długim oczekiwaniu oraz litanii gróźb i próśb wymamrotanych pod nosem okazało się, że nie ma po nim śladu. Dopiero po interwencji pracowników lotniska zguba się odnalazła. Podróżując z niemowlakiem najlepiej uprzedzić fakty i zawsze zabierać nosidło, które niewiele waży, a w wielu sytuacjach może okazać się bezcenne.

Czytaj dalej