REGENTA, ELEGANCJA PO HINDUSKU

Przed wyjazdem z Bharuch wybraliśmy się do punktu celnego, w którym można kupić wina. Indyjskie wina to w Polsce rzadkość więc tym razem zamiast szali i herbaty postanowiłam przywieźć znajomym butelkę dobrego indyjskiego Shiraza i Caberneta. Wbrew pozorom sprawa nie jest wcale taka prosta, aby kupić wino trzeba mieć specjalne zezwolenie, paszport i na miejscu zrobić odcisk palca, aby potwierdzić tożsamość. Nie ma żartów.

Czterogwiazdkowy hotel,  w którym mieści się punkt celny to najlepszy hotel w Bharuch, nadarzyła się więc idealna okazja, by dalej eksplorować tradycyjną kuchnię Indii. Nie byliśmy bardzo głodni, więc zdecydowaliśmy się jedynie na małe co nieco. Ja zamówiłem sałatkę Raita  z wybranymi warzywami, których nie można było wybrać, oraz Dahi Ke Kebab, rzadki mongolski kebab na bazie twarogu z zsiadłego mleka z dodatkiem gałki muszkatołowej. Czytaj dalej

FIORELLA, PO WŁOSKU W INDIACH/ VADODARA

Choć w Vadodarze mieszkają ponad 2 miliony mieszkańców jest to małe jak na indyjskie realia miasteczko położone na północy kraju. Można się tutaj dostać samolotem z Bombaju czy z Delhi, lub pociągiem, ulubionym środkiem transportu Hindusów. Jeśli będziecie w Indiach koniecznie spróbujcie, za parę złotych można kupić bilet nawet na odległą trasę, a naprawdę warto, bez wątpienia jest to doświadczenie jedyne w swoim rodzaju.

Z tęsknoty za domem wyruszyliśmy na poszukiwania europejskiej kuchni. Daniele upierał się przy włoskiej, więc nasz wybór padł na Fiorellę, restaurację w hotelu Express Residency. Właściciel bardzo się postarał aby uczynić to miejsce ostoją i ukojeniem dusz zbłąkanych wśród zgiełku brudnych ulic miasta. Wygodne kanapy, relaksacyjna muzyka, duży przestronny ogród, obsługa na najwyższym poziomie, a to wszystko w eleganckim, indyjskim stylu.

Czytaj dalej

INDYJSKA KUCHNIA W INDIACH/ BHARUCH

Choć osobiście nie szaleję za pikantnymi, mocno przyprawionymi potrawami i gdy mam do wyboru indyjskie zawsze wybieram włoskie, to jednak będąc w Indiach chciałam koniecznie spróbować wszystkich mniej lub bardziej tradycyjnych dań. Na kolację wybraliśmy się do restauracji Khodiyar Kathyawadi Dhaaba, uchodzącej za najlepszą w Bharuch i polecaną przez znajomych Hindusów.

Zaciekawiła mnie również historia tego miejsca. Właściciel jeszcze trzy lata temu gotował i sprzedawał jedzenie na ulicy, a gdy tłumy smakoszów zaczęły blokować  drogę w porze lunchu, postanowił w tym samym miejscu wynająć lokal i urządzić najlepszą restaurację w mieście, z tanią, smaczną kuchnią. Kolejny przykład na to, ze jeśli naprawdę coś kochamy to wszystko jest możliwe, a ciężka praca i pasja równa się sukces.

Czytaj dalej

INDIAN STYLE, czyli herbatka z mlekiem

 Ambitne plany napisania szczegółowej relacji z rajdu po hinduskich restauracjach spaliły na panewce. Po wielu próbach i podejściach zakończonych serią porażek i decyzją o nierozstawaniu się nigdy więcej z butelką wody i z węglem, nadszedł czas na poszukiwania gastronomicznych oznak i fundamentów globalizacji, których istota krystalizuje się w postaci (wielokrotnie oczernianych przez nas ) McDonalda, Pizzy Hut i Starbucksa.

Życie zabrało mnie na długą wycieczkę do Indii, w odległy i bardzo mało znany region Gujarat znajdujący się na północy kraju. Spędzam tutaj już czwarty miesiąc i choć nie jest to mój pierwszy raz (a może właśnie dlatego) wyję z tęsknoty za wszystkim co cywilizowane, europejskie i jadalne. Zanim przyjechałam do Bharuch, malutkiej jak na tutejsze realia mieściny, liczącej niespełna 200 tysięcy mieszkańców, byłam przekonana, że lubię kuchnię indyjską. Pikantne? Ależ oczywiście! Zawsze i wszędzie, tylko nie  w Indiach.

Czytaj dalej