REGENTA, ELEGANCJA PO HINDUSKU

Przed wyjazdem z Bharuch wybraliśmy się do punktu celnego, w którym można kupić wina. Indyjskie wina to w Polsce rzadkość więc tym razem zamiast szali i herbaty postanowiłam przywieźć znajomym butelkę dobrego indyjskiego Shiraza i Caberneta. Wbrew pozorom sprawa nie jest wcale taka prosta, aby kupić wino trzeba mieć specjalne zezwolenie, paszport i na miejscu zrobić odcisk palca, aby potwierdzić tożsamość. Nie ma żartów.

Czterogwiazdkowy hotel,  w którym mieści się punkt celny to najlepszy hotel w Bharuch, nadarzyła się więc idealna okazja, by dalej eksplorować tradycyjną kuchnię Indii. Nie byliśmy bardzo głodni, więc zdecydowaliśmy się jedynie na małe co nieco. Ja zamówiłem sałatkę Raita  z wybranymi warzywami, których nie można było wybrać, oraz Dahi Ke Kebab, rzadki mongolski kebab na bazie twarogu z zsiadłego mleka z dodatkiem gałki muszkatołowej. Czytaj dalej

Reklamy

DELHI I AGRA z dzieckiem, CO WARTO ZWIEDZIĆ

W Delhi spędziliśmy 4 dni i chyba właściwie tyle wystarczy żeby pokochać lub znienawidzić miasto które doskonale odzwierciedla klimat całych Indii. Ogromna bieda i ostentacyjne bogactwo, bajecznie drogie hotele i setki ludzi śpiących na ulicach. W Dehli spędziliśmy Sylwestra i choć gdy wybiła 24.00 siedzieliśmy w taksówce, bo restaurację w której świętowaliśmy zamknięto 20 minut wcześniej, było to niesamowite przeżycie.

Do Delhi dolecieliśmy późnym wieczorem. Mieliśmy małe zamieszanie z wózkiem, przy wyjściu z samolotu poinformowano nas, że znajdziemy go na taśmie lecz po długim oczekiwaniu oraz litanii gróźb i próśb wymamrotanych pod nosem okazało się, że nie ma po nim śladu. Dopiero po interwencji pracowników lotniska zguba się odnalazła. Podróżując z niemowlakiem najlepiej uprzedzić fakty i zawsze zabierać nosidło, które niewiele waży, a w wielu sytuacjach może okazać się bezcenne.

Czytaj dalej

INDIAN STYLE, czyli herbatka z mlekiem

 Ambitne plany napisania szczegółowej relacji z rajdu po hinduskich restauracjach spaliły na panewce. Po wielu próbach i podejściach zakończonych serią porażek i decyzją o nierozstawaniu się nigdy więcej z butelką wody i z węglem, nadszedł czas na poszukiwania gastronomicznych oznak i fundamentów globalizacji, których istota krystalizuje się w postaci (wielokrotnie oczernianych przez nas ) McDonalda, Pizzy Hut i Starbucksa.

Życie zabrało mnie na długą wycieczkę do Indii, w odległy i bardzo mało znany region Gujarat znajdujący się na północy kraju. Spędzam tutaj już czwarty miesiąc i choć nie jest to mój pierwszy raz (a może właśnie dlatego) wyję z tęsknoty za wszystkim co cywilizowane, europejskie i jadalne. Zanim przyjechałam do Bharuch, malutkiej jak na tutejsze realia mieściny, liczącej niespełna 200 tysięcy mieszkańców, byłam przekonana, że lubię kuchnię indyjską. Pikantne? Ależ oczywiście! Zawsze i wszędzie, tylko nie  w Indiach.

Czytaj dalej

RECENZJA HOTELU THE METROPOLITAN HOTEL&SPA

W związku z krótkim  sylwestrowym wypadem do Delhi z mężem i 6 miesięcznym synkiem zatrzymaliśmy się w  The Metropolitan Hotel&Spa. Hotel znajduje się około 15 minut piechotą od nowego centrum miasta i słynnego placu Connaught Place. Z lotniska jechaliśmy tam około pół godziny. Mieści się przy ruchliwej ulicy, w pobliżu są sklepy, bank i przystanek metra.

Obsługa od początku była dla nas szalenie miła, ku naszej uciesze wszyscy oszaleli na punkcie białego bobasa. Zdjęciom, selfie i noszeniu go na rękach nie było końca. Choć w opisie hotelu na portalu booking.com znaleźliśmy informację, że łóżeczko dziecięce będzie dodatkowo płatne i planowaliśmy spać z Andreasem w jednym łóżku, zaproponowano nam kołyskę za darmo.

Czytaj dalej