SANTA FELICITÁ NIEZWYCZAJNE MIEJSCE ZE ZWYCZAJNĄ KUCHNIĄ/WERONA

Do Werony przyjechałam w niedzielny poranek, pełna energii i entuzjazmu na nadchodzące dni. Targi wina to światowe wydarzenie, podczas ktòrego miasto zamienia się w wirujący tygiel pełen pasjonatòw, sommelieròw i producentòw wyśmienitych trunkòw. Rezerwacji hotelu nie można dokonać już na dwa miesiące przed całą fetą, bo wszystkie miejsca są dawno zajęte. To samo dotyczy restauracji, więc niech nie zdziwi Was, że żeby zjeść kolację w połowie kwietnia zamòwiam stolik już w lutym.

Felicitá jak większość dobrych restauracji jest sprytnie ukryta przed okiem i nosem wszędobylskich turystòw w małej i wąskiej uliczce, niedaleko centrum. To także jej urok, nie łatwo ją znaleźć, lecz gdy docierasz do drzwi przecierasz oczy ze zdumienia. Wnętrze to stary kościòł, a z piętra na ktòrym znajduje się druga sala można podziwiać pozostałości po średniowiecznym ołtarzu. Czytaj dalej

Reklamy

MENU NIE TYLKO DLA TURYSTY. TETA DE GIULIETTA/WERONA

Szkoda, że Romeo i Julia nie mogą spróbować tych wszystkich pyszności, które można dziś zamówić w werońskich restauracjach. Zapewne nie wstawaliby od stołu i chodzili pijani od samego rana bo Wenecja Euganejska słynie z bardzo dobrych win, to przecież właśnie tam produkuje się Amarone i Prosecco. Werona to magiczne miejsce, a ducha bohaterów szekspirowskiej powieści czuć tutaj na każdym kroku, co umacnia wiarę w miłość, która może trwać wiecznie, a na pewno tak długo jak będziemy o niej pamiętać.

Nie byłam zbyt przekonana co do restauracji La Teta de Giulietta, głównie z powodu położenia lokalu w samym sercu miasta. W przeciwieństwie do polskich czy niemieckich zwyczajów w dużych miastach Włoch czy Hiszpanii w centrach gastronomia stawia na ilość nie na jakość, ceny są bardzo zawyżone, a jedzenie więcej niż kiepskie. Dobre lokale można znaleźć zazwyczaj zagłębiając się w uliczki miasta, nie krzyczą szyldami i menu podstawianym turystom pod nogi, lecz z godnością i skromności czekają na swoich gości. Czytaj dalej

DO TAŃCA i DO KOLACJI. BARACCA/TREBASELEGHE

 

 

Podczas moich podróży kulinarnych zdarzają się miejsca, w które trafiam całkiem przypadkiem, z nagłym atakiem wilkożerczego głodu lub z ciekawości, bo zachęciła nazwa, lub wystrój zewnątrz. Tym razem, podczas pobytu we Włoszech to właśnie głód pokierował mnie prosto w objęcia fantastycznej kuchni, którą serwują w baraku, bo tak dosłownie brzmi nazwa restauracji.

Baracca Storica znajduje się w maleńkiej miejscowości Trebaseleghe, w regionie Wenecja Euganejska i nie łatwo dotrzeć do niej turystom, ale jeśli tylko będziecie mieli okazję nie zastanawiajcie się ani chwili i koniecznie odwiedźcie ten przybytek uciech kulinarnych. Jest to pierwsze miejsce, które odwiedziła we Włoszech tak subtelnie łączące elegancję z ciepłą, rodzinną atmosferą, w której odnajdą się zakochane gołąbki szczebiocące przy kolacji jak i rodzinki z niemowlakami. Ja też do tej pory myślałam, że jest to niemożliwe, a jednak i chwała im za to. Czytaj dalej

CAFFE CAVOUR, PADWA

Uwielbiam Włochy. Pierwszy raz wyjechałam za granicę do słonecznej Italii na wakacje ponad dziesięć lat temu i natychmiast zakochałam się we wszystkim co włoskie. W krajobrazach, winach, butach, jedzeniu, języku i w ludziach. Przez wszystkie te lata konsekwentnie pielęgnowałam miłość do przesympatycznych makaroniarzy i ich kraju; na drugi kierunek studiów wybrałam filologię włoską, znalazłam pracę we włoskiej firmie, zwiedziłam każdy najmniejszy region Italii, by w końcu poślubić Włocha i zamieszkać pod Wenecją.

Podczas podróży po świecie zawsze tęsknię za włoskimi rogalikami, owocami morza i serami, bo muszę się przyznać, że jestem ich ogromną fanką i mogłabym je jeść od rana do nocy. Podobnie zresztą jak makarony i risotta, którymi nigdy nie wybrzydzam. Dlatego powrót z Indii rozpoczęliśmy od wizyty w Padwie, pięknym, niewielkim mieście położonym w północno-wschodnich Włoszech w regionie Wenecja Euganejska (Veneto). Czytaj dalej

APULIA PEŁNĄ GĘBĄ

Szukając nietypowych jak i inspirujących kierunków do enogastronomicznych wojaży  mój wybór padł na Apulię, mało popularny w Polsce, lecz uwielbiany przez rodaków region położony w południowych Włoszech. Podróż po obcasie Półwyspu Apenińskiego odbyłam jakiś czas temu, z moją serdeczną przyjaciółką. Samolotem z Wrocławia udałyśmy się do Rzymu, tam wypożyczyłyśmy samochód i ruszyłyśmy w drogę do Apulii, krainy drzew oliwnych, wina Primitivo di Manduria oraz kruchych ciasteczek taralli.

Po paru godzinach jazdy zatrzymałyśmy się, aby odetchnąć. Choć nawet Włosi nie za dobrze wiedzą gdzie dokładnie znajduje się GIOVINAZZO, to zdecydowanie polecam tę miejscowość wszystkim, którzy przemierzają świat w poszukiwaniu autentyczności i naturalnego piękna, które nie doświadczyło jeszcze turystycznych tortur i kiczowatych straganów z pamiątkami. W tej malutkiej portowej mieścinie zatrzymujemy się tylko na chwilę, na kieliszek beczkowanej grappy i małe co nieco, nie sposób jednak o niej zapomnieć. Centrum to czarodziejski maleńki labirynt uliczek z błyszczącego  w słońcu białego kamienia, pomiędzy którymi co chwilę ukazuje się widok na otwarte  morze. To idealne miejsce, żeby zjeść świeżą rybę, prosto od miejscowego rybaka i tak jak miejscowi skosztować do niej czerwonego Rosso del Salento, o dziwo harmonijnie komponującego się z tym przepysznym daniem.

Czytaj dalej